Przepraszam! Chciałabym coś dodać, ale ciągle gdzieś wyjeżdżam, to mam gości, a za dwa tygodnie znowu wyjazd! Będę pisać trzeci rozdział przez te cztery tygodnie co mi zostają z wakacji i jakieś rozdziały wyjść powinny... Poza tym mam jeszcze jeden blog, zawieszony co prawda, ale na niego tez będę pisać jakieś posty...
sobota, 26 lipca 2014
niedziela, 25 maja 2014
2. Niespodziewane Spotkanie
Tak! To ten dzień! Dzień w którym pojadę do Hogwartu! Na to wskazuję godzina oraz data!
Takie właśnie myśli nawiedzały mnie gdy skakałam po całym przedziale. Wyglądało to mniej więcej tak: podłoga, ściany, sufit, półki, drzwi, okna, i tak w kółko. Tak, wiem, jestem walnięta. Gdy akurat skakałam sobie po drzwiach, otworzyły się one i do pokoju wszedł jakiś czarnowłosy chłopak. Miał wielkie, zielone oczka, z odrobiną czerwonego, i jak już wcześniej napisałam, czarne, roztrzepane włosy, i bladą cerę. Oczywiście ja, największa fajtłapa jaką świat widział, gdy drzwi się otworzyły, byłam w powietrzu i spadłam na ziemie z cichym krzykiem. Szybko podniosłam się z ziemi, i jak każe Stary Regulamin Podnoszenia Się z Ziemi, zaczęłam masować tyłek, na który, jak zwykle, spadłam.
-Albus Potter.-Chłopak wyciągnął dłoń, jakby nic nie zauważył.
-Lucy Black.-Wysyczałam w wężomowie. Oczy Pottera powiększyły się i powiedział w tym samym języku.
-Znasz...?-Usłyszałam w jego głosie zaciekawienie, strach i irytacje.
-Nie nie znam, ale umiem nim mówić.-Sarkazm był aż zanadto wyczuwalny. Oto jedna z rzeczy za które siebie kocham, sarkazm!
-No dobra, ja nic nie mówiłem!- Powiedział Potter.
-Masz rodziców?-Zapytałam niby od niechcenia.
-Mam, a ty?
-Tylko ojca...
-A mamę?
-Umarła, gdy się urodziłam...
-Och...
Nastała niezręczna cisza. Hmm... Ciekawe kto jest jego ojcem chrzestnym...? Zapytam! Nie! Niewolno pytać o taki rzeczy! Ugh! Mózgu, wiem że już od dawna nie pracujesz, ale zrób dziś wyjątek!
-A masz ojca chrzestnego?
Głupia ja! Głupi Mózg! Wszyscy święci głupi! Dobra, przesadzam... Ale co z tego?!
-Blackie, wiesz że nie wypada pytać o takie rzeczy?
-Wolfi!-Krzyknęłam uradowana, i rzuciłam się przyjacielowi na szyję.
-Lucy puszczaj! Dusisz mnie!-Wysapał pomiędzy próbami złapania oddechu, niewypał, a śmianiem się ze mnie.
Kiedy w końcu go puściłam, czyli jakieś pięć minut potem, był cały czerwony na twarzy. Nic dziwnego, jak się widzi swojego wroga...
Hm... Jakby się tak dobrze zastanowić, to cała jazda pociągiem była dość spokojna jakby się pominęło wielką walkę na pięści. I moje wyjście z tego powodu. I spotkanie Smile Angel. O! Właśnie w tym momencie pojawia się pytanie: Who's that?! Więc tak, Smile jest dziewczyną o blond włosach, niebieskich oczach, i bladej cerze. Wygląda na nieśmiałą osóbkę, ale coś myślę że jest wybuchowa. Bardzo Wybuchowa.
Kiedy wróciłam do przedziału, Malfoy i Potter bili się na pięści. Szczerze to nie wiem skąd, ale znam to nazwisko... Potter... Mój ojciec je kiedyś mówił... Że jakiś chłopak jest jego chrześniakiem... Chyba właśnie o Potterze...
Takie właśnie myśli nawiedzały mnie gdy skakałam po całym przedziale. Wyglądało to mniej więcej tak: podłoga, ściany, sufit, półki, drzwi, okna, i tak w kółko. Tak, wiem, jestem walnięta. Gdy akurat skakałam sobie po drzwiach, otworzyły się one i do pokoju wszedł jakiś czarnowłosy chłopak. Miał wielkie, zielone oczka, z odrobiną czerwonego, i jak już wcześniej napisałam, czarne, roztrzepane włosy, i bladą cerę. Oczywiście ja, największa fajtłapa jaką świat widział, gdy drzwi się otworzyły, byłam w powietrzu i spadłam na ziemie z cichym krzykiem. Szybko podniosłam się z ziemi, i jak każe Stary Regulamin Podnoszenia Się z Ziemi, zaczęłam masować tyłek, na który, jak zwykle, spadłam.
-Albus Potter.-Chłopak wyciągnął dłoń, jakby nic nie zauważył.
-Lucy Black.-Wysyczałam w wężomowie. Oczy Pottera powiększyły się i powiedział w tym samym języku.
-Znasz...?-Usłyszałam w jego głosie zaciekawienie, strach i irytacje.
-Nie nie znam, ale umiem nim mówić.-Sarkazm był aż zanadto wyczuwalny. Oto jedna z rzeczy za które siebie kocham, sarkazm!
-No dobra, ja nic nie mówiłem!- Powiedział Potter.
-Masz rodziców?-Zapytałam niby od niechcenia.
-Mam, a ty?
-Tylko ojca...
-A mamę?
-Umarła, gdy się urodziłam...
-Och...
Nastała niezręczna cisza. Hmm... Ciekawe kto jest jego ojcem chrzestnym...? Zapytam! Nie! Niewolno pytać o taki rzeczy! Ugh! Mózgu, wiem że już od dawna nie pracujesz, ale zrób dziś wyjątek!
-A masz ojca chrzestnego?
Głupia ja! Głupi Mózg! Wszyscy święci głupi! Dobra, przesadzam... Ale co z tego?!
-Blackie, wiesz że nie wypada pytać o takie rzeczy?
-Wolfi!-Krzyknęłam uradowana, i rzuciłam się przyjacielowi na szyję.
-Lucy puszczaj! Dusisz mnie!-Wysapał pomiędzy próbami złapania oddechu, niewypał, a śmianiem się ze mnie.
Kiedy w końcu go puściłam, czyli jakieś pięć minut potem, był cały czerwony na twarzy. Nic dziwnego, jak się widzi swojego wroga...
Hm... Jakby się tak dobrze zastanowić, to cała jazda pociągiem była dość spokojna jakby się pominęło wielką walkę na pięści. I moje wyjście z tego powodu. I spotkanie Smile Angel. O! Właśnie w tym momencie pojawia się pytanie: Who's that?! Więc tak, Smile jest dziewczyną o blond włosach, niebieskich oczach, i bladej cerze. Wygląda na nieśmiałą osóbkę, ale coś myślę że jest wybuchowa. Bardzo Wybuchowa.
Kiedy wróciłam do przedziału, Malfoy i Potter bili się na pięści. Szczerze to nie wiem skąd, ale znam to nazwisko... Potter... Mój ojciec je kiedyś mówił... Że jakiś chłopak jest jego chrześniakiem... Chyba właśnie o Potterze...
OoOo
Jak ja kocham ten moment oświecenia! Ten śpiew aniołów w głowie i lampka zapalająca się nad głową! Hm... Jakby się tak dobrze zastanowić to jestem kompletną wariatką.... Ale co tam! Raz się żyje! A teraz wytłumaczenie tej wariatki, i o co mi z nią chodziło! Mianowicie, już po raz drugi biegam po, dosłownie, całym przedziale, Albus Gapi się na mnie jak na kosmitę, a Wolfram czyta sobie książkę.
Nagle drzwi otworzyły się i weszła przez nie, nie kto inny, jak Angry Wilson...
Angry Wilson, moja była przyjaciółka... No właśnie, BYŁA...! Cztery lata temu przyszła do mojego ogródka, i zaczęła mnie wyzywać. Potem po prostu odeszła, jakby nigdy nic się nie stało. Potem jej już nie widziałam... Zresztą, nawet nie próbowałam jej szukać...
-Mogę...?
Nie rozpoznała mnie! No cóż jakby nie patrzeć wcześniej miałam blond włosy, zielone oczy i byłam jeszcze bardziej blada.... W każdym razie przemiany w kota dobrze mi zrobiły. Teraz mam brązowe włosy, tak sami brązowe oczy i jestem lekko opalona...
-Jasne siadaj!-Wrzasnął Potter. Ja Ci obiecuję, kiedyś umrzesz, z wystającym nożem w głowie! Hmm, Wolfram zaczął się dziwnie na mnie gapić.... Ciekawe co się stało...
-...Black, dobrze się czujesz, bo tak jakoś dziwnie -Szepnął lekko zdziwiony Albus.
Zatkało mnie. Ręce mimo woli powędrowały w górę, natrafiając na fioletowe, puchate uszka. Wzięłam kosmyk włosów i popatrzyłam na nie ze strachem. Fioletowe. Ogonek zaczął się nerwowo kołysać na boki, a uszka położyły się płasko na główce. Zerknęłam nerwowo w stronę Angry. Ona jako jedna z niewielu osób wiedziała że jestem kotołakiem, oraz jak wyglądam po przemianie.
Blondynka patrzyła na mnie z głupią miną, by po chwili, ku mojemu przerażeniu, powiedzieć jedno, a tak straszne dla mnie słowo.
-Lucy..
Łzy momentalnie zalśniły mi w oczach, a ja sama nie byłam w stanie nic powiedzieć... Nie byłam w stanie...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lalalalalala, strasznie krótkie? Nic nie poradzę... Alex, wena, wyszła do sklepu na wyprzedaż z nożami do masła i jeszcze nie wróciła... Miesiąc przerwy i takie badziewie... -,-" Ehh... Dodaje bo nic nie wymyślę, Na rozdział sobie poczekacie bo wyjeżdżam za tydzień, i gdzieś w połowie wakacji, powinien być kolejny...
Nagle drzwi otworzyły się i weszła przez nie, nie kto inny, jak Angry Wilson...
Angry Wilson, moja była przyjaciółka... No właśnie, BYŁA...! Cztery lata temu przyszła do mojego ogródka, i zaczęła mnie wyzywać. Potem po prostu odeszła, jakby nigdy nic się nie stało. Potem jej już nie widziałam... Zresztą, nawet nie próbowałam jej szukać...
-Mogę...?
Nie rozpoznała mnie! No cóż jakby nie patrzeć wcześniej miałam blond włosy, zielone oczy i byłam jeszcze bardziej blada.... W każdym razie przemiany w kota dobrze mi zrobiły. Teraz mam brązowe włosy, tak sami brązowe oczy i jestem lekko opalona...
-Jasne siadaj!-Wrzasnął Potter. Ja Ci obiecuję, kiedyś umrzesz, z wystającym nożem w głowie! Hmm, Wolfram zaczął się dziwnie na mnie gapić.... Ciekawe co się stało...
-...Black, dobrze się czujesz, bo tak jakoś dziwnie -Szepnął lekko zdziwiony Albus.
Zatkało mnie. Ręce mimo woli powędrowały w górę, natrafiając na fioletowe, puchate uszka. Wzięłam kosmyk włosów i popatrzyłam na nie ze strachem. Fioletowe. Ogonek zaczął się nerwowo kołysać na boki, a uszka położyły się płasko na główce. Zerknęłam nerwowo w stronę Angry. Ona jako jedna z niewielu osób wiedziała że jestem kotołakiem, oraz jak wyglądam po przemianie.
Blondynka patrzyła na mnie z głupią miną, by po chwili, ku mojemu przerażeniu, powiedzieć jedno, a tak straszne dla mnie słowo.
-Lucy..
Łzy momentalnie zalśniły mi w oczach, a ja sama nie byłam w stanie nic powiedzieć... Nie byłam w stanie...
-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Lalalalalala, strasznie krótkie? Nic nie poradzę... Alex, wena, wyszła do sklepu na wyprzedaż z nożami do masła i jeszcze nie wróciła... Miesiąc przerwy i takie badziewie... -,-" Ehh... Dodaje bo nic nie wymyślę, Na rozdział sobie poczekacie bo wyjeżdżam za tydzień, i gdzieś w połowie wakacji, powinien być kolejny...
czwartek, 24 kwietnia 2014
1. Życie to nie bajka...
Była noc, gdy pewna dziewczyna szła ulicami Baker Street. Miała zlecenie na zabicie nie jakiej Marthy Amber*, a za to zlecenie jej mogła dostać spora ilość pieniędzy. Skąd ja wiem o tym? Wiem ponieważ ta dziewczyna to ja. Nazywam się Lucy Mongers. Razem z przyjaciółmi przyłączyliśmy się do jednej grupy, Shadow. Jest to grupa płatnych morderców. Znają nas czarodzieje jaki i mugole. Każde z nas miało ciężkie dzieciństwo. Byliśmy bici, głodzeni... Ale jeszcze jedna rzecz nas wszystkich łączy, a mianowicie żadne z nas nie jest człowiekiem, każdy ma jakąś tajemnicę... Wszyscy jesteśmy wyjątkowi, unikalni. I pomyśleć że wszystko zaczęło się od poznania bliźniaków..
*Czas gdy Lucy miała 6 lat.*
Ugh! Jak ja ich nienawidzę! Ciągle tylko Lucy to, Lucy tamto! A co, oni rąk nie mają?! Szłam właśnie ulica Pokątną, w myślach mordując moich opiekunów, gdy moje zbawienne rozmyślenia (zależy dla kogo...) zostały przerwane. Aktualnie znajdowałam się na ziemi rozmasowując obolałe czoło, i patrząc ze złością w oczach na dwójkę mężczyzn, odwracających się w moja stronę.
*Czas gdy Lucy miała 6 lat.*
Ugh! Jak ja ich nienawidzę! Ciągle tylko Lucy to, Lucy tamto! A co, oni rąk nie mają?! Szłam właśnie ulica Pokątną, w myślach mordując moich opiekunów, gdy moje zbawienne rozmyślenia (zależy dla kogo...) zostały przerwane. Aktualnie znajdowałam się na ziemi rozmasowując obolałe czoło, i patrząc ze złością w oczach na dwójkę mężczyzn, odwracających się w moja stronę.
Nieświadomie wysunęłam uszka i machając nerwowo ogonkiem, który też się pokazał, wstałam z ziemi.
-Hej, nic ci nie jest?-Zapytał jeden z nich. Byli przerażająco podobni. Rude włosy, niebieskie oczy! Paranoja jakaś!
-Nie.-Burknęłam pod nosem.
-Jestem George, a ten obok to Fred.-Powiedział i obaj się wyszczerzyli podając ręce.
-Lucy.-Uśmiechnęłam się szczerze i uścisnęłam wyciągnięte dłonie.
-Wyglądasz jakbyś chciała kogoś zamordować.
-Bo tak jest.-Wzruszyłam ramionami.
-A można wiedzieć...-powiedział George.
-Kto ma zaszczyt...-teraz zaczął Fred.
-Zostania zabitym przez kotołaka?-szepnęli oboje.
Popatrzyłam się na nich takimi oczami.
-Skąd wy...
-Spójrz za siebie.
Spojrzałam, a tam... Pam, pam, pam! Ogonek! MÓJ fioletowy ogonek!
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! What?! Czemu?! Jak?!
-Ej, stop! bo się zapowietrzysz!-Zaśmiał się George.
Dobra Lucy! Uspokój się! Oddychaj, głęboko oddychaj... Ale no jak?! Czemu ten głupi ogon się pojawił?!
Ok, zapytam się ich o coś i tyle... Tak to dobry plan!
-Uhm... Znacie jakieś mafie?-Zapytałam i od razu tego pożałowałam. Obaj mieli wydłużone kły, tak samo jak włosy, a oczy z niebieskich zmieniły kolor na czerwone. (Hmm... Dość ciekawa reakcja na pytanie o mafie..)
-...Shadow...-Powiedzieli jednocześnie i się rozpłynęli, a ja stałam sparaliżowana...
*Teraźniejszość*
Teleportowałam się w okolice hotelu ,,Sky". Z tego co wiedziałam, dziś miała odbyć sie tu impreza, na której wszyscy mają mieć jakąś maskę. Idealna okazja, by założyć moją nową maskę!
OoOoO
-Hej, nic ci nie jest?-Zapytał jeden z nich. Byli przerażająco podobni. Rude włosy, niebieskie oczy! Paranoja jakaś!
-Nie.-Burknęłam pod nosem.
-Jestem George, a ten obok to Fred.-Powiedział i obaj się wyszczerzyli podając ręce.
-Lucy.-Uśmiechnęłam się szczerze i uścisnęłam wyciągnięte dłonie.
-Wyglądasz jakbyś chciała kogoś zamordować.
-Bo tak jest.-Wzruszyłam ramionami.
-A można wiedzieć...-powiedział George.
-Kto ma zaszczyt...-teraz zaczął Fred.
-Zostania zabitym przez kotołaka?-szepnęli oboje.
Popatrzyłam się na nich takimi oczami.
-Skąd wy...
-Spójrz za siebie.
Spojrzałam, a tam... Pam, pam, pam! Ogonek! MÓJ fioletowy ogonek!
-Aaaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! What?! Czemu?! Jak?!
-Ej, stop! bo się zapowietrzysz!-Zaśmiał się George.
Dobra Lucy! Uspokój się! Oddychaj, głęboko oddychaj... Ale no jak?! Czemu ten głupi ogon się pojawił?!
Ok, zapytam się ich o coś i tyle... Tak to dobry plan!
-Uhm... Znacie jakieś mafie?-Zapytałam i od razu tego pożałowałam. Obaj mieli wydłużone kły, tak samo jak włosy, a oczy z niebieskich zmieniły kolor na czerwone. (Hmm... Dość ciekawa reakcja na pytanie o mafie..)
-...Shadow...-Powiedzieli jednocześnie i się rozpłynęli, a ja stałam sparaliżowana...
*Teraźniejszość*
Teleportowałam się w okolice hotelu ,,Sky". Z tego co wiedziałam, dziś miała odbyć sie tu impreza, na której wszyscy mają mieć jakąś maskę. Idealna okazja, by założyć moją nową maskę!
OoOoO
-Nie! Proszę nie!
Przystawiałam ostrze katany do jej szyi, lekko ją rozcinając. Uwielbiam patrzeć jak moje ofiary patrzą na mnie tymi przerażonymi oczami. Napawa mnie to dumą. To że morduję niewinnych ludzi, że za to dostaję pieniądze. Tak, wiem jestem psychopatą... Ale po tym co przeszłam, niema co się dziwić.
Krew była wszędzie. Na rękach, podłodze, ścianach, włosach... Czerwona fontanna krwi, to chyba najlepsze określenie...
Przystawiałam ostrze katany do jej szyi, lekko ją rozcinając. Uwielbiam patrzeć jak moje ofiary patrzą na mnie tymi przerażonymi oczami. Napawa mnie to dumą. To że morduję niewinnych ludzi, że za to dostaję pieniądze. Tak, wiem jestem psychopatą... Ale po tym co przeszłam, niema co się dziwić.
Krew była wszędzie. Na rękach, podłodze, ścianach, włosach... Czerwona fontanna krwi, to chyba najlepsze określenie...
OoOoO
Leżałam na łóżku próbując zasnąć. Niestety, moje szczęście nie pozwalało mi na to. Taak, nigdy nie miałam kłopotów ze snem, a tu? Kłopot! Tylko dlatego że zabiłam niewinną osobę... Która była moja przyjaciółką... E tam! Nic się nie stało! Zlecenie było? Było! To o co Ci chodzi mózgu? Aaa, o to? Uhm, o wiem, przyjaźń itp. ale niema jak zarobić nie letnim na tym jakże okrutnym świecie... Co prawda, to prawda, życie to nie bajka...
Moje rozmyślenia przerwał jakże "uroczy" głos mojej ciotki, Elizabeth, brzmiący mniej, więcej tak:
-Ty! Dziwolongu! Złaź na dół!
-Dobrze, Ciociu!-powiedziałam głosem tak przepełnionym jadem że sam Voldemort, gdyby oczywiście żył, byłby ze mnie dumny!
Moje rozmyślenia przerwał jakże "uroczy" głos mojej ciotki, Elizabeth, brzmiący mniej, więcej tak:
-Ty! Dziwolongu! Złaź na dół!
-Dobrze, Ciociu!-powiedziałam głosem tak przepełnionym jadem że sam Voldemort, gdyby oczywiście żył, byłby ze mnie dumny!
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Taak! Jak obiecałam tak się stało! Jest rozdział, przed końcem tygodnia! Dedykuję Aoi K że jako pierwsza napisała tutaj komentarz. Co do rozdziału, krótki, bo krótki. Mam zarys kolejnego rozdziału. Z dobrą weną rozdziały będą pojawiać się dwa razy w miesiącu. Na marginesie Lucy ma teraz 11 lat.
Polecam tego bloga:lily-i-syriusz.blogspot.com
piątek, 11 kwietnia 2014
Witam...
Jestem Rosalie Black vel Ruda vel Rose. Będzie to blog o mordercy, a właściwie morderczyni, która ma swoją małą tajemnicę... Serdeczne zapraszam!
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)